poniedziałek, 23 stycznia 2012

dłuuuugi weekend!

ojj no, nie że długi jako wiecej dni niż standardowo, tylko tyle się działo! ;-) Od piatkowego wieczoru do teraz, czyli niedzielnego wieczoru w domu chyba spedzilam 3h ;-) Niestety nie widziałam sie z M. ale mam nadzieje, ze mi wybaczy :D w ten weekend musialo nam wystarczyc smsowanie, moze jutro wkoncu wieczorem gdzies wyskoczymy bo heloł! sie stesknilam (a druga strona nawet bardziej:D)
 A teraz juz grzecznie w lozeczku, zbierajac sily na nowy tydzien. Jutro zaczynam o 10:30. Jejkuuu stesknilam sie juz za mym slodziakiem, prawie go nei widzialam przez te dwa dni ;-(

A więc.... aha! post zapowiada sie dosc dlugi, wiec nie kazdy go pewnie polubi, ale wiem, ze sa tacy ktorzy przeczytaja od deski do deski (i to nie raz haaa!) ;-)

W piątek popołudniu stwierdziłysmy z Ewa (moja hostka, dla tych co nie pamietaja kto to), ze mamy smaka na ciasto marchewkowe. I tutaj ukłony w kierunku Gabii i jej dziadka, od ktorego przepis mam;D kupilysmy niezbedne skladniki i zabieramy sie za pieczenie. Oczywiscie jak to my, przepis zredukowalysmy, tzn mniej cukru i oleju, taaa takie bardziej 'lekkie' zeby bylo hahaha. Wmawiac mozemmy sobie dalej... ;-) siegam po cukier a tu surprise! nie mamy cukru, bo niby skad? nikt z nas nie slodzi, wiec tegoz oto towaru w domu nie posiadamy ;D Ewa uznala, ze nie ma co isc do sklepu (ktory znajduje sie po drugiej stronie ulicy) tylko znalazla jakies opakowanie cukru w saszetkach, i uznala, ze mozemy tego uzyc;D no wiec zajelo mi to 15 min- otwarcie 100 malych saszetek cukru, aby uzbierala sie szklanka... efekt mego poswiecenia:

taak wiem, głupota nie boli ;-))

Tak czy inaczej ciasto wyszło jak zawsze pyszneeee!!!! rzecz jasna juz go nie ma ;-)
w piatek mialam babysitting evening do 22. Benjamin zadzwonil o 21, ze mam sie nie wykrecac, ze przyjedzie po mnie po 22 i jade do niego, gdyz wymyslil posiadowke. No fakt, dawno sie nie widzielismy bo niestety mijalismy sie. Ale tak to niestety czasem bywa ;-) No wiec jak obiecał, tak uczynił. wypilismy kilka drinkow, pojedlismy czipsow i innych niezdrowych rzeczy ;-) Smiechow i zartow nie bylo konca. Nagadac sie nie moglismy.... spac poszlismy prawie o 4 nad ranem... o 10 rano budzik postawil nas wszystkich na rowne nogi, bo na 12 bylam umowiona juz z Marta ;-) w pizamie odwiozl mnie do domu i jak stwierdzil wraca do domu spac;D no to spij dobrze! ;D

strasznie sie zzylismy tutaj... ;))


ojj za Rani tez tesknilam! ale ona podrozowala przez ostatnie 3 tyg po USA ;-)
kubansko- amerykanska gadula! aaaa gadalismy jak nakreceni ;D pan nauczyciel histroii ;-))
Lili- piesek Rani ;-) taak imie jak papuga Olki i Bibipa ;-))
tak wiec dotarlam do domu w sobote ok 11. Kupilam kawke (standartowo uslyszalam w kawiarni 'hola mami' ;)) ogarnelam sie i juz o 12 Martus podjechala po mnie, gdyz naszym celem byly zakupy w Dolphin Mall ;-) aaaa ogromne centrum handlowe, a co lepsze wszedzie pisalo 'SALE -70%' i rzeczywiscie wszystko takie tanieeeeee! Ale spokojnie, nie oszalalam ;-) Kupilam dzinsy i jakies pierdoly, teraz juz umiem robic zakupy z glowa ;D Zakupy zakupami, miedzyczasie troche sie powyglupialysmy i trzeba bylo cos zjesc, taaak! my kochamy jesc, haha ;-))

no mowilam, ze rozowy to MOJ KOLOR ;D heloł!
lunch moj i Marty. smakowało, bardzo ;-)
rolki przymierzone, zamowione na amazon'ie ;D
teraz bede smigac jak na filmach- przy oceanie haaa;D
tzn jak sie naucze jezdzic bo juz kilka lat nie jezdzilam ;-)
Sobotni grafik mialysmy napiety jak jakies biznesswomen normalnie ;D zakupy, jedzenie a tu juz 17 prawie na zegarku! a o 20 jestesmy umowione na obiad (tak tutaj obiad je sie wieczorem) z dziewczynami a potem na impreze! aaaaa gaz i jazda do domu, tzn najpierw Miami Beach, zebym zabrala jakies rzeczy a potem Key Biscayne przygotowanie sie i jazda  do Miamiiii. Masakraaaa!! Ledwo sie wyrobilysmy! Ale sie udało, co by nie? ;-))

szybkooooo do domuuu!
Na spotkaniu zjawilo sie sporo dziewczyn, poszlysmy do francuskiej restauracji ;-) Haaa jak wlasciciel zobaczyl 9 pieknych kobiet to dostalysmy 2 butelki szampana do obiadu ;-) na koszt firmy oczywiscie!

au pairs: Estonia, Chile, USA, Francja, Polska, Niemcy, Czechy, Argentyna i ja w roli fotografa, sorry za kawałek kosza na smieci na zdjeciu hahaha;D
Claudia, Myriam, ja, Marta i Ngan ;-) cheers!
jak sie zbieralysmy juz to wlasciciel, ktory nas obslugiwal caly wieczor kazda jakos sobie nazwal ;D wiec byla 'red Marta' 'shiny Ngan' 'shy Ivana' i 'funny Karolina'. moze byc;D Smiechow przy stole nie bylo konca! Kazda dziewczyna z innego kraju, a tyle wspolnych cech. Kocham ta roznorodnosc kulturowa wsrod moich znajomych tutaj! ;-) Wieczor zdecydowanie bardzoooo udany!
Potem pojechalysmy do klubu, i Ngan zlapala mandat... nie pytac dlaczego, ale 179$ trzeba zaplacic.... co za kraj! tydzien pracy za darmo ;-(
Hmm i teraz nie rozumiem jednej rzeczy, w klubie uslyszalam dwa razy pytanie czy jestem latynoska.... WTF? z ktorej strony? hmm.... moze kiedys ktos rozwinie ta mysl ;-) tak btw: jeden drink 15$.... zdzierwstwo jak nie wiem co...
ejjj Deszczuuu!! pobujalabym sie z Toba, bo takie Twoje klimaty muzyczne:D aaaa przylece do PL i uderzamy na lans na rynku! ;**
Po  imprezie nocowalam u Marty. Rano zjadlysmy pyszne sniadanie, Marta przygotowala pysznyyyy milkshake owocowy! i znow w trase do Miami Beach...

jest i koszulka Au Pair in America, lans na całego :D
w domu bylam przed 13. Ubralam szybko stroj i sruuu na basen! Poopalam sie troche, pelen chill out:D Potem prysznic i takie pierdoły bo o 16 kolejne spotkanie! aaaa tym razem bbq na powitanie nowej au pair w naszej grupie ;-) Zreszta wspominalam o tym we wczesniejszym poscie bodajze ;-) Było mega fajnie, w sumie poznalam wreszcie dziewczyny z mej grupy, bo jakos dotychczac nie mialam czasu jechac na spotkanie :P Potem pojechalysmy na deser do pobliskiej restauracji ;-)

Andre Kolumbia, Sylvia Niemcy, JA, Susi Niemcy- nowa au pair, Julietta Argentyna, Ivana Czechy ;-)
Andre i Sylvia stwierdzily ze wreszcie poznaly kogos w ich klimacie:D tzn ze mnie rzecz jasna hahaha :D wariatki jakich mało! po niemiecku troche pogadałam, sie Sylvia i Susi podjarały ze umiem mowic w ich jezyku:D i ogolnie nikt mi nie wierzyl, ze jestem w usa 2 miesiace... bo moj angielski jest zbyt zaawansowany w porownaniu do innych:D nasza LCC tez to powiedziała, no ale heloł! uczylam sie troche tego jezyka w swoim zyciu. mowie po angielsku- mysle po angielski, mowie po niemiecku- mysle po niemiecku. A jak ktos jest gaduła, to jest gaduła nie tylko w swoim jezyku, tylko w kazdym jaki zna ;-D a co ja zrobie, ze kocham duzo mowic?:D haha
no i co? i wiedzialam, ze jak poznam niemke to zapale! hahaha Sylvia mowi do mnie tak "palisz papierosy prawda? bo wygladasz na taka ktora pali, albo palila" no to mi pojechała:D no ale okazalo sie, ze ja Sylvia i Andre palilysmy przed byciem au pairs, a teraz grzecznie bez szlugow zyjemy. ale co tammm- trzeba uczcic spotkanie wiec oto to zrobilysmy.... tzw "let's go for a green walk guys" ;D

;D
jeszcze troche i bede wygladala jak Andre, tzn moj kolor skory. :D
z Julietta ;-)
Pospacerowałysmy po plazy i kazda wrocila do swego domu ;-) w domu jeszcze posiedzialam z Ewa i Keith. Jakos dzis kupe smiechu mielismy z wszystkiego wkolo ;D Grunt to sie dobrze bawic, a ja meiszkajac z nimi bawie sie swietnie:D Mega fajni ludzie! ;-))

aaah co za weekend! ide spac, bo nie ogarniam ;-)

ahaaa text tego weekendu: "ja jestem na wakacjach, a ludzie mnie tak denerwuja" hahaha wypowiedziany przez ma kochana Marte! Czyli jak widac, nie tylko ja traktuje bycie au pair jak swietne roczne wakacje!

z dedykacja dla mamy Madzika! Otoz najnowsza fotka mego Blake'a ;)
btw: tesknie za nuggets'ami !!!! :((

7 komentarzy:

Natalia pisze...

Po pierwsze przeczytałam cały post! Ja takie długie lubie, przynajmniej jest co czytać:) Jak tak wszystko opisujesz-to po prostu masz tak swietnie tam, że się sama nakręcam i chce juz lecieć! Dobrze, że tyle nowych, sympatycznych ludzi poznałaś i masz z kim spędzać czas:D
pozdrowienia:)

Karola pisze...

Również przeczytałam Twój cały post :)

Zazdroszczę Ci bardzooo, pogoda temperatura... a u nas śnieg w tej szarej Pl...

Pozdrawiam serdecznie, Karola

A.A. pisze...

Jeju Ty to jesteś zakręcona na maksa! Z Tobą życie nie moż ebyć nudne :D
Czekam z niecierpliwością na kolejną notke, pozdrawiam!
( Aguta z forum )

Anonimowy pisze...

Ale się wywyższasz...
Piszesz to sarkastyczne"no helloł"jakbyś byla nie wiadomo kim.

Ruda xx pisze...

Anonimowy --> czy ktos zmusza Cie do czytania mego bloga? Badz tak odwazyny i sie podpisz! ;-) Miłego dnia

Gracjana ; ) pisze...

Boze no nie mogę.
Siedze sobie po męczącym dniu w szkole ( godzina 19:30 na zegarze) a ten post dodał mi energii ; ))
Super lubię takie długi wpisy ;))
Duży buziak leci do Ciebie.
Gracjana ;)

Anonimowy pisze...

Hej :)
Nie przejmuj się tymi anonimami, zawsze są jacyś za i przeciw, ale chyba zdecydowanie więcej ludzi jest ZA :)
Tak z ciekawości to zawsze dostajesz 200$ tygodniówki ?:)
Pozdrawiam!