środa, 15 lutego 2012

zakochaniiiiii

Hellooooo zakochaniii! ;D

Mam nadzieje, ze Ci co maja z kim to spedzili fajnie to sztuczne swieto ;-)) Pokazmy sobie raz w roku jak bardzo sie kochamy ;-) pozostale 364 dni to juz normalne zycie ;-)
Ja dzis mialam dzien wolny. Wszystkei dziewczyny pracowaly wiec spedzilam caly dzien na plazy z jednym z kolegow. Cos w stylu single tez sie dobrze bawia, mimo, ze wszyscy wkolo okazuja sobie milosc w tym dniu :D Pogoda nawet dopisala wiec mozna bylo sie troszke wygrzac i nabrac koloru bo co jak co ale coraz bielsza sie robie. Nie nie nie! Nie pozwole odejsc mej cudnej opaleniznie, nie tak predko ;D
Fotek z tego wypadu nie bedzie, a bo nie! :D

Wieczor natomiast kolacja z serii 'Walentynki damskie' ;-) co oczywiscie oznacza swietna zabawe i kupe smiechu. Takze w restauracji, zreszta dzis byla moja kolej wyboru wiec wybralam The Morgans (juz kiedys pisalam o tym, ze to moja ulubiona restauracja jak dotad tutaj).
Sklad idealny: Ja, Sylvia, Andre i Rani ;-) Takze posrod swiec, nastroju milosci i otaczajacych nas par zasiadlysmy my. Rowniez zakochane! W sobie xD
Kazda zamowila swoje, a potem czas na deser ;D Na ktory postanowilysmy sobie pozwolic, ale zeby nam za dobrze nie bylo, albo i nie dobrze po zjedzeniu slodkiego, to na nasza czworke dwa desery musialy wystarczyc ;-) mniam!

Sylvia i Rani, glodne czekajac na jedzenie! ;D
Andre i Ja ;D tez glodne xD

bread pudding
chocolate cake


bylo tez wyznawanie milosci w stylu: I love you/ Ich liebe dich! ;-)) 
atomowki xD
rowerem? czemu nie:D
dowidzenia, ja mieszkam w centrum ;D
Ostatnie dni tez uplynely milo. W sobote odebralam z lotniska dwie au pairki z NYC, ktore znam ze szkolenia. Wieczorem poszwedalysmy sie po south beach, bo chcialy zobaczyc jak to wyglada wszystko noca. Zachwytow nie bylo konca, kurcze a dla mnie to taka codziennosc sie juz zrobila. No ale dla nich NYC to juz chleb powszedni a dla mnie ciagle atrakcja. Wiec tak to wyglada. Szybko sie przyzwyczajamy do miejsc. Dla mnie Miami staje sie takim zwyklym miastem... a dla wielu ciagle jest takie niesamowite.
 W niedziele w sumie spedzilam caly dzien poza domem. Zaczynajac od brunchu z Susi, potem byla plaza, kawa, i obiad na koniec dnia ;-) Troche nas sie zebralo w ten dzien. Mielismy taki 'wesoly autobus' ;-))

karolina i drzewko marzen. To ktore zawiesilam niestety malo realne...
 ale moze jednak?

ojj Niedziela byla chlodna! ;-)
byly marchewki gigantyyy!! ;D
i byli tez dziwni ludzie w Starbucks'ie... 
a takze Pani przebrana za STÓŁ!
pogawedka na plazy, bylo fajnie mimo duzego wiatru ;-)
woda o dziwo cieplutka!
jak widac dla niektorych to zima ;D
krejzole ;-)
bez przesady, az tak zimno nie bylo ;-))
starbucks'owo. bo karolina zbiera gwiazdki na swej starbucksowej karcie ;D
moja prywatna lekcja arabskiego ;D
cos tam porysowalam ;D male robaczki ;-)
w zamian za lekcje arabskiego byl spacer  nastepnego dnia ;D
ktory zakonczyl sie poznaniem swietnej starszej amerykanki,
 z ktora przegadalismynad zatoka 1.5h ;-) aha! tez byla ruda! ;D

Ogolnie to wlasnie 14 lutego stuknely mi 3 miesiace na amerykanskiej ziemi. Jakos zupelnie nie czuje tego, ze juz tyle w domu mnie nie ma.... A co to oznacza? Ze 3 miesiace nie jadlam zadnej zupy ani pasztetu Profi.... nie wypilam kawy zbozowej ani nie zjadlam golabkow, ziemniaki jadlam RAZ, makaron razy dwa, ryz? co to ryz bo zapomnialam...
w zamian za to zajadam salate jak krolik, pomidory, ogorki i owoce, zarowno te normalne jak i te morza. Ale po 3 miesiacach we wszystkim czuje chemie. nawet w swiezej rybie... i czuje ze od wszystkeigo robie sie gruba, mimo iz moja waga nie drgnela w zadna strone od 2 miesiecy. Mimo to czuje sie jak swinka pepa.... Chociaz cycki urosly, to z tego mozna sie naprawde cieszyc ;D
a teraz to mam smaka na takie dobre jedznie, zjadlabym sobie zapiekanki z Kazimierza, kapuste zasmazana, golabki mamy roboty, sznycle Pani Karpiowej, pomidorowke Pani Doroty, hmm w sumie to z obrzydzenia na amerykanskie jedzenie to zjadlabym nawet ryz z groszkiem w wykonaniu Martynki ;D
dobra bo to co bym teraz zjadla to moge pisac bez konca, zrobie sie glodna i co? i nic, bo nic mi tutaj az tak nie smakuje... ah ta oblesna amerykanska kuchnia! Wspolczuje im z calego serca!

Aha a tak apropo to dziekuje wszyyyystkim za oddawanie glosow na mego bloga! Mamy wspolny sukces! miejsce numer 27/100!!!! wohooo!!! nie jest tak zle! Panna Anna z Kalifornii wspiela sie na 21! Gratuluje! I tak jak mowilam! Panno Anno!  czeka nas swiatowa sława! jejuu za mna juz paparazzi chodza, i nawet nie moge spokojnie po kawe isc. ahh ta popularnosc! ;-) a dla zaciekawionych jak wyglada  oblesne zarcie w USA, zapraszam wlasnie do Panny Anny na tego oto posta (jak i rowniez na wszystkie inne) ;-)
Metoda na Gloda

dobranoc.


3 komentarze:

PannaAnna pisze...

no mówię Ci ta sława straszna jest... nawet do starbucka po kawę nie można pójść! bo to albo autograf chcą, albo zdjęcie, albo króciutki wywiad. dajcie żyć! :P hehehhe :)

A.A. pisze...

Gratuluję 27 miejsca!
Cały czas pamiętam, żeby wysłać Ci pocztówkę z Wrocławia, ale co chwile zapominam albo jest jakieś ALE ;/
Z tego wszystkiego nawet mi się śniłaś :D
Powodzenia w arabskim! Sama znam kilka słów, ale za cholerę nie wiem jak się je pisze :D
Trzymaj się!

Marta K pisze...

Habibi - to skarbie po arabsku - tak, w Niemczech się nauczyłam :)