niedziela, 5 lutego 2012

weekendowy raport.

Kolejny weekend za mną... Niedziela dobiega konca, i tak jak Maria pisala w swoim poscie- Niedziela bez domowego obiadu, rosołu, kotletów, kapusty i całej rodziny przy stole. Potem popołudniowej kawy i ciasta własnej roboty, rozmow, smiechow z nablizszymi. Ale tez bylo fajnie ;-) 


Sobote mialam wolna, spalam do 9, wiec odespalam wczesne wstawanie w ostatnich dniach ;)) Ale takiego lenia to ja dawno nie miałam. Jedyne na co mialam ochote to lezec w lozku, czytac ksiazke na zmiane z rozmawianiem na skype. Ale plus tego taki, ze nadrobilam troche zaleglosci i spedzilam kilka godzin na rozmowach z najblizszymi ;)) no OK, nie zdazylam pogadac z wszystkimi, ale w najblizszym tygodniu postaram sie wyjsc na prosta ;D Umawianie sie z dziewczynami tego dnia, tez bylo trudne, bo mialy taka sama ochote na wstawanie z lozka jak ja. Zgodnie stwierdzilysmy, ze to z powodu braku slonca, ktore od dwoch dni kryje sie za masa chmur. No ale wkoncu sie dogadałysmy! Ogarnelam sie mniej wiecej, zeby jakos w miare wygladac, wzielam auto i pojechałąm do Key Biscayne, gdzie o 19 bylam umowiona z Andre na pizze ;-)

Zamowilysmy Hawajska, wedle zyczenia Andre ;-)
a na deser NUTELLINO!!! czyli ciasto pizzowe z Nutella, podawane na goraco. yummy!!! ;))
ojj jak ja dawno nie mialam grzywki :D jakos wczoraj mnie naszlo i ja rozpuscilam :P
Pojedzone, podejchalysmy dwie ulice dalej do Sylvi, ktora akurat konczyla prace. Plan byl taki ze robimy nocne pogaduchy, taki babski wieczor, bo my sie nigdy nagadac nie mozemy :P Ale Sylvia byla jakos pobudzona i wymyslila, ze jedziemy na impreze. Ale z czym do ludzi?? Jak widac na zdjeciu powyzej moj stroj byl malo klubowy ;D Ale Sylvia nie odpuscila! Dala mi swoje buty imprezowe, poprawilysmy make-up i w trase, a co! Spontany najlepsze! ;-)) nasz cel --> Hard Rock Cafe w Hollywood, okolo godzine drogi od Miami. Zeby sie wkrecic w klimat imprezy juz po drodze spiewalysmy i 'tanczylysmy' gornymi partiami ciala :D

podprostowac wlosy trzeba! ;D
szybki make- up :D
dream team! ;-)

czekajac az Sylvia sie zbierze ;D
i nasz cel ;D
kasyno, restauracje, kluby nocne... Sylvia wiedziala gdzie nas zabrac! Mega super miejsce!! Kolejka do wejscia do klubu, do ktorego chcialysmy isc byla hmm lekko mowiac dluuuga. Ale my wiemy do kogo sie usmiechnac:P bez kolejki wpuszczono nas bocznym wejsciem i po problemie ;D mimo, iz tego dnia wstep byl platny, my jak VIPy za darmo :D
Sylvia bawila sie w paparazzi, zrobila mi tyle fotek, ale daruje sobie ich prezentacje:D Na podsumowanie stwierdzila, ze zrobi mi wielki album ze zdjeciami z kazdym facetem z ktorym tanczylam, no to czekam! ;D
Imprezujac tutaj, niektore piosenki nabieraja innego znaczenia! (Remixy jakos lepiej brzmia:P)

 

 LOCA PEOPLE, mimo iz myslalam, ze mi sie znudzila, jednak nie! ;D Tylko Hiszpanie trzeba zamienic na USA, albo lepiej na Miami! ;-))
La Gente Está Muy Loca !!!!!  ;))
Wybawione, zadowolone i usmiechniete! Cel osiagniety! ;-) Nocowalam u Sylvi, i teraz uwaga, zwracam sie do mej siostry Moniki! albo tylko zamieszcze zdjecie, ono powinno powiedziec Ci wystarczajaco duzo! xoxo

malo wyjsciowa ja w srodku nocy, ale na zdjeciu co innego jest wazne!
MONAAAAAA!!!!!! czekam!
Impreza i po imprezie. Rano wstalam o 9:30, i w pizamie wsiadlam do auta i wrocilam do domu. szybki prysznic bo o 12 bylysmy umowione na brunch, standartowo dream team i tym razem dolaczyla do nas Susi ;-)
Oczywiscie problem ze znalezieniem restauracji z wolnymi stolikami, no ale jakos sie udalo przy probie nr X ;D

Lincoln Road ;-) a w tle niemiecka restauracja, wiec Susi i Sylvia koniecznie chcialy fotke:D
czekajac na jedzenie dziewczyny pozowaly do zdjec...
... a ja pilam kawke, czyli nic nowego :P
moj brunch 
smileeeee
a dzis wielki szał w USA bo super bowl wielki final i wszyscy lataja podnieceni tym wydarzeniem ;D w pubach trzeba bylo rezerwowac stoliki, wszystko zapchane, a ja siedze w salonie, Blake spi na gorze, zajadam sie lodami truskawkowymi o ogladam juz 5 odcinek 'Sex & the City' a jeszcze przedemna chyba 4, wiec wracam przed tv ;-) no takze jak widac, jedni super bowl, a inni 'sex w wielkim miescie' wazne zeby byc zadowolonym ;))

AHA! Chcialam serdecznie pozdrowic wszystkich tych, ktorzy odradzali mi wyjazd do USA, mowiac, ze bycie au pair jest nudne i monotonne..... Jak widac, mi do tego daleko ;-) Zarowno dni 'pracujace' z Blake'iem sa wspaniale, jak i dni wolne spedzone z dziewczynami na szalenstwach sa niezapomniane. W ciagu tych 84 dni, nie mialam ani minuty aby zalowac podjetej decyzji o byciu au pair, jak i ani minuty nudy! ;-))

dobranoc!

5 komentarzy:

Gracjana ; ) pisze...

Jak ja się cieszę,ze piszesz regularnie;))
Uwielbiam to czytac.
Pozdrawiam :))

Dream, Work , Hope pisze...

a ja sie odniose do ostanich slow! DOKLADNIE! i mam nadzieje ze ja tez kiedys pokaze swoje zdjecia pod time square zeby tym wszystkim co odradzali i marudzili szczeki opadly :) " nie uda Ci sie" przeplatane z " jak to mozliwe, Ameryka?!" jeszcze bardziej pchaja mnie w kierunek -> zachod -> USA! a co! p.s. co planujesz po byciu au apir? tzn wrocic do domu czy probowac sil w usa na studiach itd? [pzdraiwam i uwielbiam bloga!

Marta K pisze...

a mi za to mówią "nie ma się co Ameryką podniecać, wcale nie jest taka fajna i tra lalalala". Więc nie ma się co słuchać. Bycie Au Pair też mi opisywali w samych czarnych barwach. A ja będąc teraz tutaj czuje się wspaniale ;)
Ha ha ! Słońce za chmurami! Nawet jak u Ciebie Słońca nie ma to jest ciepło. A u mnie, - 15 jak jeszcze dobrze pójdzie.
Baw się dobrze ! :D

maria pisze...

No to mi narobiłaś apetytuu na taką prawdziwą hawajską pizze!..Mniam!..I narzekasz że się słońce schowało? O jaa^^ ile bym dała za takie Miami. W waszyngtonie może słońce jest ale opalać się nie można, o nie nie. Jednak wszystko w swoim czasie:)
Kiedyś sobie myślałam, że tam gdzie są słoneczne części świata ludzie są szczęśliwsi, uśmiechnięci i bardziej wyluzowani, zawsze chciałam to sprawdzić na własnej skórze-bo jak byłam w Egipcie, to też się lepiej czułam dzięki słońcu, a w tej szarej Polsce to tak nijak. Tak samo tu, w Waszyngtonie.. No ale się nie udało znaleźć rodzinki na Florydzie na przykład. I tak sobie myślę, że te temperatury to jednak mają jakiś wpływ, zależnie chyba od tego co kto lubi pozytywny lub nie. A ja lubię jak mi w tyłek ciepło, i zazdroszczę ci opalenizny aaaa so much!! Życzyłabym sobie takiego ciepełka w Wash.

Susanel pisze...

Bejbe, jak wygląda sytuacja z huraganami na Florydzie?
Regularnie podczytuje bloga. :)
Pozdrawiam,
Susanel :)